Dzieci nie powinny wracać do szkół! Eksperci alarmują!

Premier Mateusz Morawiecki ogłosił, że powrót dzieci do szkół we wrześniu jest już pewny. Wp.pl zapytała ekspertów, czy zapowiedź rządu jest realna i przede wszystkim, czy jest bezpieczna dla dzieci? Zdania na ten temat są różne.

„Od początku września dzieci i młodzież wracają do szkoły. Od początku października studenci wracają na uczelnie” – zapowiedział w 25 czerwca premier Mateusz Morawiecki.

– Nie można w czerwcu prognozować, że we wrześniu dojdzie do zakończenia epidemii COVID-19. Osoba, która wygłasza tego typu prognozy albo jest nieodpowiedzialna, albo po prostu nie orientuje się, że w ciągu tych dwóch miesięcy wszystko może ulec zmianie – mówi w rozmowie z WP abcZdrowie dr Tomasz Dzieciątkowski, wirusolog z Katedry i Zakładu Mikrobiologii Lekarskiej WUM.

– Biorąc pod uwagę to, że Polacy nie traktują poważnie środków ochrony osobistej, nie noszą maseczek oraz fakt, że ciągle pojawiają się i znikają kolejne ogniska zachorowań na COVID-19, można stwierdzić, że szanse na wygaśnięcie epidemii do września są minimalne. W najlepszym, lecz mało prawdopodobnym przypadku, epidemia może ulec zahamowaniu. Ale wszystko wskazuje, że jednak będzie się tliła podobnie jak teraz – tłumaczy dr Dzieciątkowski.

– Jak pokazują liczne badania, dzieci najczęściej przechodzą infekcję koronawirusem SARS-CoV-2 w sposób bezobjawowy. Udowodniono również, że osoby, które nie mają objawów, praktycznie nie zakażają innych. Jednak wraz z dziećmi do szkół wrócą też nauczyciele i cały personel. Rodzice będą codziennie odstawiać dzieci do szkół. Będą wówczas krzyżować się drogi różnych osób, a to może spowodować, że wystąpi zwiększone ryzyko pojawienia się kolejnych ognisk zakażeń – wyjaśnia dr Dzieciątkowski.

– Sytuacja jest naprawdę skomplikowana. Z uwagi na fatalną kondycję gospodarki, oczywiście powinno się odmrażać wszystko, co tylko się da. Dopóki dzieci będą w domu, rodzice nie będą w stanie pracować – podkreśla prof. Simon.

– Faktem jest, że zdrowe dzieci praktycznie nie chorują na COVID-19. Ale niestety, wśród dzieci też zdarzają się osoby z chorobami towarzyszącymi oraz osoby z pierwotną nadmierną podatnością na koronawirusa. Już nie mówiąc o ryzyku, które będą podejmować nauczyciele – zwraca uwagę prof. Simon.

– W tak gęsto zaludnionych pomieszczeniach, jakimi są klasy, transmisja wirusa będzie duża – podkreśla lekarz.

 – Moim zdaniem dzieci z chorobami towarzyszącymi oraz nauczyciele w starszym wieku, z cukrzycą, nadwagą czy nadciśnieniem, nie powinni uczestniczyć w lekcjach aż do momentu pojawienia się szczepionki. To zbyt duże ryzyko – podkreśla prof. Simon.

– Widać to na przykładzie Chin, gdzie ostatnio znowu doszło do wystąpienia nowych ognisk. Nawet przy stosowaniu środków ochrony, nie da się zupełnie przerwać transmisji koronawirusa. Więc epidemia nie wygaśnie. Można jednak założyć, że będzie się sukcesywnie zmniejszała liczba zakażonych, tak jak dzieje się to w całej Europie – opowiada prof. Boroń-Kaczmarska.

– Po pierwsze, część dzieci z najmłodszych klas już powróciła do szkół. Po drugie, doświadczenie pokazuje, że uczenie się w grupie, kiedy jest możliwy kontakt z nauczycielem i rówieśnikami, jest dużo skuteczniejsze – podkreśla prof. Boroń-Kaczmarska.

Czytaj również: Będą mandaty za śmieci!

– W nauczaniu dzieci i studentów nie chodzi o odhaczanie kolejnej godziny lekcyjnej – dodaje.

Źródło: parenting.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *