FALA ZBOCZEŃCÓW W LUBLINIE!!!

Jeden klepie je w tyłek, a drugi pokazuje swojego dużego penisa na telefonie! To już kolejne takie przypadki w Lublinie! Co tu się dzieje?!

O zboczeńcach grasujących w Lublinie można pisać Iliady. My napisaliśmy już kilka tekstów i okazuje się, że to wierzchołek góry lodowej.

O tamtych przypadkach pisaliśmy tutaj:

Czytaj więcej: ZBOCZENIEC NAD ZALEWEM, UWAŻAJ!

Czytaj więcej: KOLEJNY ZBOCZENIEC W LUBLINIE!!!

Tym razem miłośnik ekshibicjonizmu pojawił się na ul. Uniwersyteckiej w Lublinie. Starszy mężczyzna zaczepia młode kobiety pokazując im na telefonie, jak wielkie ma przyrodzenie, a następnie oferuje, że może „pokazać im na żywo”….

Jest też szalony rowerzysta, który w pobliżu Zalewu Zemborzyckiego jeździ na rowerze za kobietami, a gdy te się nie spodziewają, mocno klepie je w pośladki! To nie pierwszy taki przypadek. O podobnych zdarzeniach donosiły inne kobiety. Już w lipcu pewien fan kobiecych pośladków grasował przy ulicy Romera. Czy chodzi o tą samą osobę? Tego na razie nie wiadomo. Kobiety opisują chłopaka jako młodego nastolatka z czapką z daszkiem.

-Osobiście nigdy nie spotkałam się z zaczepkami, czy niewybrednymi komentarzami, nie ukrywam jednak, że od dawna myślę nad wyposażeniem się w gaz pieprzowy na wypadek wieczornych wyjść – mówi Monika Mąka, świeżo upieczona studentka IV roku Polonistyki na UMCS-ie- Często zdarza mi się trafić w komunikacji miejskiej na podróżujących nią pijanych mężczyzn, którzy się awanturują lub krzyczą. Na przystanku także byłam kiedyś świadkiem tego, jak policja zabierała parę osób pod wpływem alkoholu bądź narkotyków. Zachowywali się bardzo agresywnie i gdyby nie obecność policji, z pewnością minęłabym przystanek, decydując się na spacer po nocy. Stresują mnie podobne sytuacje i zawsze boję się, że taka osoba mnie zaczepi, a ja nie będę wiedziała, co zrobić. Dlatego też z reguły staram się unikać wychodzenia, czy wracania późnym wieczorem. Nie czuję się zbyt pewnie na ulicach, a już zwłaszcza w komunikacji miejskiej – tłumaczy studentka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *