Najciężej chorzy wychodzą ze szpitala!

Ostatnia osoba z grupy najciężej chorych pacjentów na koronawirusa opuściła klinikę anestezjologii i intensywnej terapii SPSK1. Pacjenci z ostrą niewydolnością oddechową mogą liczyć w Lublinie na terapię aparatem ECMO czyli tzw. płucosercem, które zwiększa szanse na przeżycie.

– Póki co wygląda na to, że mamy największą przeżywalność w kraju jeśli chodzi o najcięższe postacie COVID-19, bo wyzdrowiała ponad połowa pacjentów, która do nas trafiła. Nie byłoby to możliwe, gdybyśmy nie dysponowali technologią ECMO, która jest w większości szpitali niedostępna. Mamy duże doświadczenie w leczeniu najcięższych postaci wirusowych zapaleń płuc, bo od czterech lat działa u nas ośrodek pozaustrojowego leczenia niewydolności narządowej. W całym kraju do leczenia pacjentów tą metodą zostało wyznaczonych pięć ośrodków. SPSK1 obsługuje w całości część wschodnią Polski. Dlatego trafiają do nas pacjenci z innych województw – tłumaczy prof. Mirosław Czuczwar, kierownik II Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii SPSK1 w Lublinie.

Z takiego leczenia skorzystało dziesięć osób, sześć przeżyło. Jest to świetny rezultat, bo dla porównania w stanie Nowy Jork śmiertelność u pacjentów na respiratorach przekroczyła 90 proc. We wtorek ze szpitala wyszła ostatnia najciężej chora. Jest to sekretarka ze szpitala w Radomiu, która była najtrudniejszym przypadkiem w lubelskiej klinice. Wcześniej do domu wyszli także pierwsi chorzy z Lubelszczyzny: mężczyzna z Niedrzwicy oraz kobieta z Janowa Lubelskiego. Wszystkich teraz czeka rehabilitacja.

Czytaj więcej: Lech Sprawka uczcił pamięć Stefana Wyszyńskiego

Pacjenci, którzy trafiają pod ECMO są zaintubowani i wentylowani mechanicznie, bo respirator nie jest w stanie zapewnić odpowiedniego poziomu natlenowania krwi. – Natomiast tzw. „sztuczne płuca” to urządzenie, które wypompowuje krew z pacjenta, a następnie natlenia i wpompowuje natlenowaną krew z powrotem do organizmu. Dzięki temu, jesteśmy w stanie zapewnić pacjentowi taki dopływ tlenu do tkanek, że jest w stanie przeżyć tą najcięższą fazę choroby. Terapia trwa do momentu, kiedy płuca pacjenta same podejmą swoją funkcję. Najdłużej pacjent leżał dwa tygodnie pod ECMO – tłumaczy szef anestezjologii w SPSK1.

Źródło: kurierlubelski.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *